Po co te fotoradary?

  • Napisane przez  Brunon Bronk
Adam Cygan, Archiwum DSI (Radar w Złocieńcu) Adam Cygan, Archiwum DSI (Radar w Złocieńcu)

Nie cierpię fotoradarów, ponieważ złapali mnie dwukrotnie prawie w tym samym miejscu (Przybrda – Drzonowo) pstrykając wątpliwej jakości zdjęcia, jedno z tyłu – nie widać kierowcy – zbyt szybko wyjechałem z terenu zabudowanego przekraczając prędkość o 15 km/godz. W tym drugim przypadku mogłem nie zapłacić. Od tamtej przygody jeżdżę bezpieczniej, tj.: zwracam baczną uwagę na obowiązującą prędkość na drogach (przełomy, dziury w asfalcie) i obszarach zabudowanych. Mandaty kosztowały mnie kilkaset złotych i 10 pkt. karnych, a wszystko miało miejsce na terenie gminy Biały Bór, gdzie postawiono budynek Urzędu Gminy warty 6 mln zł. Pieniądze w całości pochodziły z mandatów. Kuriozalny przypadek. Pytam się, co jest ważniejsze – życie ludzkie, czy karanie ludzi przy użyciu fotoradarów? Oczywiście, jeśli ma stanąć fotoradar, to nie jako maszynka do robienia pieniędzy, nie ma to być pułapka na ludzi, tylko ma być to takie ostrzeżenie, żeby tę nogę z gazu troszeczkę zdjąć. 

Proponuję rozwiązania systemowe, żeby pieniądze z fotoradarów w 100 procentach były przeznaczone na bezpieczeństwo na drogach, nie na imprezy gminne lub inne cele. Popieram również to, co robią na przykład niektóre inspekcje, a mianowicie żeby fotoradar wyłapywał tylko tych, co przekraczają prędkość powyżej 20 km/h od obowiązującego ograniczenia prędkości. 

Jeżeli ktoś jeździ bardzo niebezpiecznie, to trudno, będzie musiał się liczyć z konsekwencjami. Nie należy brać przykładu z Gminy Biały Bór, bo to jest pewien idiotyzm, co tam się wyrabia z fotoradarami. Kościerzyna (woj. pomorskie) nie chce być gorsza i ukarała kilku rowerzystów, którzy przekroczyli obowiązującą w tym miejscu prędkość 30 km/h – aż o 10 km/h.

Ponieważ rowerzyści nie chcieli zapłacić mandatów, sprawy rozstrzygnął sąd, który uznał winę cyklistów, ale zwolnił ich od kary finansowej.

Mieszkamy w kraju, gdzie wyznaczona przez GPS optymalna droga z Krakowa do Szczecina wiedzie przez obwodnicę Berlina. I gdzie na drogach wciąż ginie tysiące ludzi. W ciągu ostatnich 20 lat na Zachodzie udało się kilkunastokrotnie zmniejszyć liczbę tragicznych wypadków. Dzięki radarom? W życiu! 

Politycy wiedzą tam o zależności między stanem dróg a liczbą tragedii, więc wszystko przebudowali: drogi krajowe nie są wąskie i dziurawe, nie krzyżują się co milimetr z lokalnymi, pełnymi maszyn rolniczych. Nikt się tam nie wlecze za gimbusem przez centra stu kolejnych wsi i miasteczek. My wciąż czekamy na normalną sieć dróg. Ale radary błyskają nam po oczach co dwadzieścia metrów. Nasuwa się wniosek, że fotoradary to bezczelne zbóje zamiast dróg. 

„Cel – jak nam wmawiał minister transportu – był szczytny: trzeba wszystkie drogi w Polsce usiać fotoradarami, żeby było mniej wypadków. Ale to mydlenie oczu! Według policyjnych statystyk w 2012 roku podczas majówki zginęło na drogach 65 osób. Ostatnia zaś zebrała aż 12 śmiertelnych ofiar więcej! I to mimo, że do 70 fotoradarów, które stały przy drogach do połowy zeszłego roku, zaczęto dostawiać kolejne. Dziś GITD ma ponad 300 stacjonarnych fotoradarów i niemal 30 w nieoznakowanych samochodach. Sprzęt za grube miliony szybko się zwraca, bo fotoradary strzelają zdjęcia za zdjęciami. A z bezpieczeństwem nie ma to nic wspólnego.” (”Fakt” 15.05.2013 r.)

Wszystkie pieniądze z mandatów wystawianych na podstawie zdjęć z fotoradarów pójdą na budowę dróg – obiecywał /24 stycznia tego roku/ minister Sławomir Nowak. Nieprawda! Posłowie PO zgłosili w Sejmie projekt, by tylko połowę dochodów z tytułu mandatów przeznaczyć na drogi. Reszta ma pójść m.in. na stawianie nowych fotoradarów oraz zasilić fundusz na nagrody dla urzędników Inspektoratu. W projekcie ustawy czytamy: „Wpływy z kar i grzywien nałożonych przez ITD, będą przekazywane na rachunek Krajowego Funduszu Drogowego z przeznaczeniem na (…) poprawę bezpieczeństwa ruchu drogowego (…) a także finansowanie zadań GITD w zakresie (…) nadzoru nad Ruchem Drogowym. A więc minister Nowak mija się z prawdą. Pod pozorem walki z piratami, rząd podniesie wszystkie kary: za złe parkowanie, za przebieganie przez jezdnię, za rozmowę w aucie przez komórkę, za… Mandaty już wkrótce będą dwa razy wyższe.

Dlaczego władza chce podnosić wysokość mandatów? Rząd jak zwykle twierdzi, że chodzi o poprawę bezpieczeństwa na drogach. Tylko czy wysokość mandatu naprawdę może powstrzymać pirata gnającego bezmyślnie dwa razy za szybko po pełnej aut drodze? Polska ma jedne z najgorszych dróg w Europie, i to, jako główną przyczynę niebezpieczeństw na drodze wskazuje np. Najwyższa Izba Kontroli.

W rankingu Światowego Forum Ekonomicznego dotyczącego dróg, Polska zajęła 134 pozycję na 142 sklasyfikowane kraje! Ale władza myśli głównie o tym, jak zapełnić kasę, najlepiej stawiając na każdym skrzyżowaniu fotoradar i podnosząc wysokość mandatów.

Nie cierpię fotoradarów, ale jeszcze bardziej mam dosyć wyjeżdżania z domu z uczuciem strachu. Uda się cało dojechać czy nie? – mamy wszyscy wystarczająco dużo problemów, by nie zawracać sobie głowy piratem, który straci prawo jazdy, bo jeździ pijany, jeździ na czerwonym świetle, przekracza dozwoloną prędkość o 100 %, gada przez komórkę itd. Bez prawa jazdy będzie mógł dalej żyć. A dzięki temu, że nie będzie siedział za kierownicą, przeżyją inni. Będą same zyski. Wszystkim użytkownikom dróg życzę bezpiecznego poruszania się po polskich szosach (drogach).

Artykuł jest zapowiedzią 83 nr "Kuriera Czaplineckiego

Powrót na górę

Współpracujemy

           

Zostań promotorem

Więcej

Moje konto