Sześć dni „Klepsydry” w Krakowie

  • Napisane przez  Natalia Tymczyszyn
  • Galeria
Warsztaty Warsztaty
  • Pierwszy maja – ruszamy

Prawie cały dzień minął nam w podróży. Za oknami naszego wagonu migały obrazki z północno-zachodnio- południowej Polski. Istna lekcja geografii: Poznań, Leszno, Wrocław, Opole, Katowice i wreszcie… Kraków. Było późne popołudnie, można powiedzieć, że nawet wieczór, gdy dotarliśmy na miejsce. Z Dworca Głównego szybki przejazd tramwajem nr 20 na historyczne Oleandry przy Błoniach. To stąd ruszał ongiś komendant Piłsudski na czele swoich legionów, by wywalczyć Niepodległą. A my „rozlokowaliśmy się” wiek później - nieopodal, w pokojach stylowego schroniska. Chwilę odpoczęliśmy i ruszyliśmy w miasto. Podziwialiśmy rozśpiewany trwającym koncertem Rynek Główny. Wypełniony Sukiennicami, Kościołem Mariackim, Kościołem św. Wojciecha, Wieżą Ratuszową i niezliczoną liczbą turystów z całego świata oraz restauracji. Wszystko to tworzyło niesamowity klimat. Wieży Babel.

  • Drugi dzień – nieco słony

Tego dnia naszej wycieczki na własnej skórze poznaliśmy uroki podróżowania komunikacją miejską. Zatłoczoną już poza godzinami szczytu, a co dopiero podczas niego. Tylko współczuć naszym kolegom licealistom z Krakowa, którzy tak codziennie dojeżdżają do szkoły. Po dotarciu do Wieliczki, czekał nas długi spacer pod powierzchnią ziemi w jednej z najstarszych kopalni soli kamiennej w Europie. Sieć podziemnych korytarzy oraz wykute w skałach potężne sale łącznie z kaplicą, zrobiły na nas ogromne wrażenie. Oczywiście, jak wymaga tradycja, lizaliśmy po drodze te skały słone jak morze. Po powrocie do Krakowa, zaledwie kilkanaście kilometrów, ale po drodze wielkie korki aut, wybraliśmy się do stylowego Teatru im. Juliusza Słowackiego na sztukę pt. ”Tango Piazzolla”.  Wieczór ponownie spędziliśmy na Starym Mieście, co stało się naszym zwyczajem.

  • Dzień trzeci – czas zadumy i wzruszeń

Pojechaliśmy do Oświęcimia, gdzie wraz z przewodnikiem zwiedziliśmy były niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny Auschwitz. To bardzo ważne, by odróżniać, piękne, zabytkowe i zawsze polskie miasto Oświęcim od założonych w nim podczas okupacji przez Niemców obozów Auschwitz i Birkenau. W powietrzu wręcz czuć było śmierć. To wielkie przeżycie, które każdy odczuł na swój sposób, wewnętrznie, ale bez wyjątku wstrząsająco. Po powrocie do schroniska, w jakże innej atmosferze, niż gdy wracaliśmy z Wieliczki, ponownie wyszliśmy do teatru. Tym razem do Narodowego Starego Teatru im. Heleny Modrzejewskiej na awangardową sztukę „Paw Królowej”. Spektakl też dawał dużo do myślenia nad tym, co w życiu i w świecie jest naprawdę nieprzemijającą wartością, a co ułudą i grą. Wieczór tradycyjnie spędziliśmy na Starym Mieście. To była nasza najlepsza „Dobranocka”.

  • Czwarty maja – Wawel, Smok Wawelski i Kazimierz

Rano spacerem przez miasto wybraliśmy się na Wzgórze Wawelskie. Taki jest luksus mieszkania w centrum Krakowa. Z naszego schroniska tuż obok wielkich gmaszysk Biblioteki Jagiellońskiej czy Muzeum Narodowego, mieliśmy kilkanaście minut spaceru Aleją Mickiewicza nad Wisłę. A stamtąd jeszcze bliżej na prezentujący się wyniośle Zamek Królewski na Wawelu. Zwiedziliśmy królewskie sale i apartamenty. Postaliśmy na arkadowym dziedzińcu, gdzie znajduje się jeden z siedmiu na świecie czakramów Ziemi, czyli kamień dający kosmiczną energię. Potem zobaczyliśmy Smoka Wawelskiego (na pomniku), a nawet weszliśmy do jego jamy. Wczesnym popołudniem udaliśmy się na Kazimierz – jedną z najstarszych dzielnic miasta, dawniej zamieszkałą przez Żydów. Piękna architektura, stare synagogi, zagubione wśród kamienic cmentarze i klimatyczne restauracje stworzyły niesamowitą atmosferę. Wieczór – tradycyjnie na Rynku Starego Miasta.

  • Dzień piąty – odpoczynek po nauce

Przedostatni dzień w dawnej stolicy Polski a obecnie stolicy Małopolski spędziliśmy w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej im. L. Solskiego, podpatrując jak radzą sobie studenci pierwszego roku na zajęciach: Podstawy gry aktorskiej, które prowadził dr G.Mielczarek. To niezwykłe, że mieliśmy dzięki naszej opiekunce- Pani Joannie Mączkowskiej taką, daną tylko nielicznym -  możliwość. Bo by dostać się do krakowskiej PWST, gdzie na jedno miejsce przypada blisko stu kandydatów, trzeba być faktycznie orłem. Dowiedzieliśmy się tam wielu ciekawych rzeczy, dostaliśmy też odpowiedzi na trapiące nas, „artystyczne” pytania. Natomiast całe popołudnie spędziliśmy  w Galerii Krakowskiej robiąc zakupy i relaksując. A wieczór? Oczywiście na Starym Mieście. To był ostatni moment na zrobienie zdjęć i podziwianie Rynku nocą.

  • Dzień szósty – ostatni

Szybkie pożegnanie z Krakowem, dopakowywanie bagaży i ruszamy na dworzec. Znowu tramwajem nr 20, przecinającym miasto wokół Plant. Powrót do domu. Czekało nas dziesięć godzin podróży pociągiem. Mnóstwo czasu. Zdążyliśmy się przespać, porozmawiać i powygłupiać. Późnym wieczorem dotarliśmy do Choszczna, a potem autobusem do naszego Kalisza, skąd rozjechaliśmy się do domów. Wyjazd będziemy wspominać jako udany. Wiele udało nam się zobaczyć, dużo nauczyć. Dziękujemy Pani Joannie Mączkowskiej za zorganizowanie tak niesamowitej wycieczki. Za uśmiech, pomoc i przeżyte dzięki Niej piękne, niepowtarzalne chwile. Dziękujemy także Pani Renacie Effenberg- Nawrot za przemiłe towarzystwo podczas wycieczki i mądrą opiekę oraz Dyrekcji kaliskiego Liceum za pomoc w zorganizowaniu wyjazdu.

Powrót na górę

Współpracujemy

           

Zostań promotorem

Więcej

Moje konto