''Z Kraju Drakuli" wernisaż wystawy fotografii Aleksandry Król - Berut

  • Napisane przez  Aleksandra Król-Berut
Fot. Monika Kuczyńska Fot. Monika Kuczyńska

Byłam w Rumunii w 2016 roku. Spodziewałam się, że będzie piękna, lecz tym innym pięknem niż Europa Zachodnia. Jest to trudne piękno niedopowiedzeń, prowizorki, malowniczości Karpat, nieprzeciętnych walorów geograficznych, bałaganu przedmieść, bezpańskich psów, rozmachu Bukaresztu i pamięci o prawdziwym krwiożerczym Drakuli - Nicolae Ceausescu. Przeciętny Polak wie o Rumunii tyle,
że w Transylwanii jest zamek najsłynniejszego wampira świata, że są tam góry, Cyganie i bieda. Oprócz gór to mało tu się zgadza. Rumunia dla Polaka to ziemia nieznana, biała plama na mapie Europy, prowincja, stereotypy, beznadzieja i dzicz. I jeszcze nachalne cygańskie dzieci i mafia. No i jest to kraj dla nas gorszy.
Kiedy wyjawiłam znajomym i rodzinie mój pomysł na podróż, niektórzy mówili: „Nie masz gdzie jechać? Do Rumunii? Nie jedź, bo cię okradną. A co tam jest ciekawego?”. Okazuje się, że jest i to dużo. Rumunia ma dużo do zaoferowania przyjeżdżającym: piękne stare miasta związane z bogatą historią, Karpaty (prawie 50% powierzchni Rumunii to góry, a 55% Karpat znajduje się właśnie tam), ciepłe Morze Czarne, pełna ptactwa Delta Dunaju – wodny labirynt, średniowieczne zamki i secesyjne pałace, malowane cerkwie i monastyry, dobre wina, ciorby, sarmale, mici i mamałygę.


Stolicą Rumunii jest Bukareszt i jest on esencją rumuńskości. Małgorzata Rejmer w reportażu Bukareszt. Kurz i krew pisze: Bukareszt jest jak wrzątek albo kipiel, wzburzony i zmętniały. Atrybuty miasta: czarne kłęby przewodów na słupach jak gniazda porzucone przez ptaki, atmosfera rozkopania i prowizorki obok bankietów w sklepowych witrynach, przeszywający zapach lip i rozgniecionych winogron. Elegancja architektury z zamierzchłego świata. Stukot rozchybotanych tramwajów, klaksony rozwścieczonych taksówek na sekundę przed stłuczką. Zaśpiew cygańskich dzieci i staruszek włóczących się w pobliżu niezliczonych kwiaciarni, które prowadzą matki tych dzieci i córki tych staruszek. Wszędzie psy jak czarne i szare tobołki porzucone przez kogoś, kto bardzo się spieszył. Bukareszt jest podobno jak ciastko kupowane w niedzielę, niby czekoladowe i słodkie, ale z gorzką polewą. Bukareszt to realizm magiczny.
Przy Bukareszcie każde europejskie miasto wydaje się tak statyczne, że aż nudne.
Rumuni mają bardzo bogatą i bolesną historię. Od cesarza Trajana i rzymskich legionów, wołoskich hospodarów, Włada Palownika, poprzez orientalne wpływy tureckie, żydowskie, ormiańskie, rządy Hohenzollernów, mordowanie u boku Hitlera, po komunizm spod znaku szewca z Oltenii (Ceausescu), który zapragnął zostać drugim Stalinem. Dziś uwolniona od dyktatury Rumunia ma kłopoty z tożsamością i wciąż nie uporała się z przeszłością.
Lubię Rumunię i chcę tam wrócić. Lubię ten kraj piękna i chaosu, subtelności i brutalności. Dla mnie jest ona piękna, bo jeszcze niesformatowana. Czuję się w niej trochę jak w domu. Andrzej Stasiuk, wielbiciel Europy Wschodniej i Środkowej, pisze o niej tak: Nie mam nic przeciwko centrum, ale bardziej pociągają mnie peryferie. Już teraz środek kontynentu staje się coraz bardziej zunifikowany. Metropolie przestają się różnić. Niedługo będzie je można rozpoznać tylko na podstawie szacownych i martwych zabytków.
Jeśli w ogóle te zabytki da się jeszcze dostrzec spod jaskrawej powłoki współczesności: te same nazwy hotelowych sieci, te same reklamy, te same bankomaty, marki piwa, takie same parkomaty, ten sam układ półek w supermarketach oraz repertuar w kinach. Myślę, że już niebawem będziemy podróżować na peryferie, na granice kontynentu, do krain, gdzie wysiadują stare kobiety w chustkach.
Moje zdjęcia przedstawiają Bran, Braszów, Hunedoarę, Sighisoarę, Sinai, Konstancę, Bukareszt, Eforie Nord, Sybin i Arad, a także karpacką Trasę Transfogaraską i okolice Babadag.

Dodatkowe informacje

  • ISSUU:
Powrót na górę

Współpracujemy

           

Zostań promotorem

Więcej

Moje konto