| BO?E NARODZENIE |
|
| Napisał: Wiesław Krzywicki | |
| piątek, 11 styczeń 2008 | |
|
Słowa wiersza poety, najlepiej chyba oddają atmosferę tego wieczoru, tak niezwykle uroczyście obchodzonego od wieków tylko w Polsce, gdzie prastare słowiańskie tradycje pogańskie splotły się z chrześcijańskimi, bowiem Boże Narodzenie zaczęto świętować dopiero w VI wieku n.e. i stało się ono najpiękniejszym, owianym cudowną atmosferą dniem. W „polskim Bożym Narodzeniu” oba te wątki, pogański i chrześcijański, splotły się w barwną i pełną poezji całość. Do wieczerzy wigilijnej, od wielu już stuleci, zasiadamy z chwilą ukazania się pierwszej gwiazdy, pilnie wypatrywanej przez dzieci. Zaczynamy od dzielenia się opłatkiem i składania sobie serdecznych życzeń oraz wybaczania wszelkich uraz i przewin. Wigilia to jedyny dzień w roku, kiedy staramy się wrócić do świata dawno minionego, do kultywowania starych zwyczajów, to symbol trwania pewnych tradycji, przynależności kulturowej, wspomnień o tych, którzy odeszli, budzenia w naszych dzieciach i wnukach świadomości tego, co było, jest i będzie. Dla dzieci jest to chyba najpiękniejszy wieczór w roku, w którym atmosfera baśni urzeczywistnia się na parę godzin, w blasku kolorowych światełek choinki, pod którą leżą upominki. Najwięcej z pradawnych obyczajów związanych z Bożym Narodzeniem zachowało się na wsi, szczególnie w stronach, gdzie nie dokonała się powojenna „wędrówka ludów”. Tam stawia się często w izbie, w której odbywa się wieczerza wigilijna, snopy zboża w czterech kątach lub w kącie od wschodniej strony. Utrzymał się też, tu i ówdzie, stary zwyczaj dawania zwierzętom domowym po kawałeczku opłatka dla zapewnienia im zdrowia oraz pięknego przychówku. Wierzono, iż o północy zwierzęta przemawiają ludzką mową, lecz podsłuchanie takiej rozmowy nie przynosiło szczęścia. Do dzisiaj zachował się zwyczaj kładzenia siana pod obrus, którym nakryto stół wigilijny. Wróżono sobie, w czasie wieczerzy, o swoim przyszłym losie. Wyciągnięte spod obrusa długie źdźbło wróżyło długie życie, a zielone powodzenie w miłości i rychły ślub. Nie brano, oczywiście, tych wróżb zbyt serio, lecz bawiono się przy tym doskonale. Pamiętano również o zmarłych. Dla nich, „dla nieobecnych”, stawiano na stole oddzielne nakrycie, na które kładziono kawałeczek opłatka i odrobinę każdej potrawy. Ale najpiękniejszym chyba ze staropolskich zwyczajów wigilijnych było zapraszanie na wieczerzę ludzi samotnych. Nikt bowiem nie powinien w ten wieczór być opuszczonym i smutnym. Polskie kolędy, często bardzo stare, należą do klejnotów polskiej pieśni ludowej i religijnej. Spotykamy wśród nich melodie taneczne w rytmie mazura, oberka, krakowiaka i poloneza, w tekstach zaś również akcenty humorystyczne, a nawet społeczne. Dla wielu Polaków żyjących daleko od kraju, kolędy były i są nadal wzruszającym symbolem polskości. Zanika niestety piękny zwyczajodwiedzania domów przez kolędników, niosących na drążku wielką, różnobarwną, oświetloną gwiazdę. Głównym akcentem kulinarnym polskiego Bożego Narodzenia była i pozostała nadal wieczerza wigilijna. Była ona posiłkiem postnym. Wszystkie potrawy przyrządzano na oleju, oliwie lub maśle. Nasi arcykatoliccy przodkowie, mimo iż tak skrupulatnie przestrzegali postu, który ograniczał się zasadniczo do wyłączenia mięsa i słoniny, potrafili uczynić z tego ograniczenia prawdziwie wyrafinowaną rozkosz dla podniebienia. Nic dziwnego, że polskie posty słynęły szeroko poza granicami Rzeczypospolitej. Wigilia składała się w co zamożniejszych domach z dwunastu dań, tylu ilu było apostołów. Należało spróbować chociaż odrobinę każdej, bo według starych wierzeń „Kto ilu potraw nie skosztuje, tyle go w przyszłym roku przyjemności ominie”. Dominowały dania rybne przyrządzane na najprzeróżniejsze sposoby. Niekiedy rybnych dań było tyle, iż tradycyjna liczba dwunastu potraw okazywała się niewystarczająca, ale i na to była rada: wszystkie potrawy z ryb uważano za jedno danie! Wigilię otwierała jedna z tradycyjnych zup wigilijnych: barszcz czerwony z uszkami, zupa grzybowa - rzadziej migdałowa. Oprócz dań rybnych podawano sławny staropolski groch z kapustą, potrawy z grzybów suszonych, kompoty z suszonych owoców, głównie śliwek oraz świąteczne ciasta. Na Kresach podawano też sławną „kutię” (ugotowana pszenica z mielonym sparzonym makiem, miodem orzechami i rodzynkami). Tak to rygorystycznie pościli dawni Polacy, świecąc przykładem bezbożnikom i innowiercom. Dziś takie wigilie należą do bezpowrotnej przeszłości. Ale wigilie urządzamy nadal, jest w nich bowiem nie tylko poezja tradycji, lecz i atmosfera rodzinnego ciepła. A smak i ceremoniał tradycyjnych potraw wigilijnych posiadają dar ich wywoływania, pozwalając sięgnąć wspomnieniami i marzeniami w przeszłość. Niech wigilijny wieczór będzie pełen miłości i rodzinnego ciepła, Święta niech będą miłe, pogodne i radosne. ?yczenia te kieruję także do naszych Rodaków na Białorusi, dla których Boże Narodzenie to święto szczególne bo polskie, a oni tak pielęgnują polskie tradycje. Chcę ich przy tym przeprosić za nietakt, którego dopuściłem się w artykule „Nasz rodowód”. Otóż pisząc o Polakach mieszkających na Białorusi nazwałem ich Polonią. Mój przyjaciel Wiktor Bogdan, Dyrektor Domu Polskiego w Szczuczynie, mocno zaprotestował na takie określenie (konsultowałem z nim treść artykułu przed drukiem). Powiedział mi: „Polonia jest w Ameryce, w Niemczech. My tu żyjemy od stuleci, to nasza ojczyzna. Przeżyliśmy dramat utraty państwowości, ale Polakami pozostaliśmy. Pielęgnujemy kulturę, tradycję i mowę polską. Nie jesteśmy Polonią, jesteśmy Polakami!” Chochlik drukarski spowodował, że artykuł z tym istotnym błędem został wydrukowany. Przepraszam Cię za to Wiktorze! Wiesław Krzywicki Dodaj do ulubionych
Powiadom znajomego
Czytań: 348 Trackback(0)
Komentarze
(0)
|
|
| Zmieniony ( wtorek, 19 luty 2008 ) |
| wstecz |
|---|





