2008-03-15 Witold Reiner - Człowiek godny wspomnień Drukuj
Oceny: / 1
KiepskiBardzo dobry 
Napisał: DSI   
sobota, 15 marzec 2008

Image
Witold Reiner - Człowiek godny wspomnień
Zapraszamy do przeczytania poniższego artykułu o, a raczej wspomnień córki Hanny Sidorowicz o jej ojcu Witoldzie Reinerze napisanego w grudniu1996, publikowanego w 4 wydaniu Gazety Drawskiej.

 

Dlaczego dziś, po tylu latach prezentujemy właśnie ten artykuł?

Wszystko za sprawą Apate, użytkownika Drawskiego Forum, który dodając kilka starych zdjęć z rodzinnego albumu zapoczątkował dyskusję. W jej toku pojawiła się sylwetka Witolda Reinera społecznika, organizatora drawskiej służby zdrowia.

Dlatego też poprosiliśmy panią Hannę Sidorowicz o możliwość opublikowania jej wspomnień jeszcze raz


Zapraszamy na forum - kliknij tu.

Człowiek godny wspomnień (grudzień 1996)


Poproszono mnie o napisanie wspomnień o Ojcu. Okazało się to bardzo trudne. W 12 lat po Jego śmierci grzebanie w Jego dokumentach, zdjęciach i pamiątkach jest nadal bardzo bolesne i mam wrażenie, że zakłócam jego prywatność.

Kim był mój Tata? Zgodnie z metryką urodził się 24.10.1910 r. w Bereźnie powiat Kostopol na Wołyniu ale naprawdę jest to jedynie rodzinna miejscowość Reinerów, a Tato urodził się 4.10.1910 r. w Warszawie. Kilka lat wcześniej Dziadek-Maksymilian wykupiony przez rodzinę z celi śmierci
w X Pawilonie, przedostał się wraz z żoną Adelą do Szwajcarii ale nie chcieli, by ich syn urodził się na obczyźnie, jako obywatel obcego państwa. Na czas połogu Babcia wróciła do Warszawy. Musiała się ukrywać. Ta sama historia powtórzyła się przy narodzinach drugiego syna - Stefana1). Na dobre rodzina wróciła już do niepodległego kraju. Dziadek - prawnik został burmistrzem Otwocka, Babcia - nauczycielką biologii. A Tato? - szkoła gimnazjalna w Otwocku, potem studia medyczne w Warszawie, staż jako lekarz domowy u Radziwiłłów2), praca w szpitalu przeciwgruźliczym w Otwocku.

Wybuch wojny. Konspiracja. Śmierć brata w Oświęcimiu, rozstrzelanie ojca w Wawrze. Ukrywa się pod nazwiskiem Tadeusz Wiśniewski w okolicach Warszawy, wtedy poznaje małżeństwo Czesława i Irenę Bętkowskich i ich córkę. Resztę życia spędzą już razem począwszy od obozu pracy w Nowym Dworze Mazowieckim, poprzez ucieczkę w styczniu 1945 r. i przyjazd na "ziemie odzyskane".


Pod koniec 1945 r. zostaje powołany do wojska i wraz z II Armią LWP dociera ze szpitalem polowym dla gruźlików do Bydgoszczy. Jest jedynym lekarzem Polakiem (!) w jednostce LWP. Zdemobilizowany w 1946 roku dołącza do rodziny Bętkowskich w Drawsku. ?eni się ze swoją "wojenną miłością", moją Mamą i rzuca się w wir pracy. Jest tu pierwszym lekarzem. Organizuje drawską służbę zdrowia i prowadzi szpital w Kańsku. Początkowo ośrodek zdrowia mieści się w dzisiejszej Lecznicy Zwierząt. Po Opuszczeniu Drawska przez Rosjan przenosi Ośrodek do budynku przy ul. Staszica 13. Organizuje Poradnię Chorób Płuc i Przeciwgruźliczą.


Przez całe życie Ojciec miał dwie pasje: medycyna i motoryzacja. Mogę śmiało powiedzieć, ze medycyna była dla Taty nie tylko wyuczonym zawodem, ale właśnie wielką pasja i powołaniem. Dopóki zdrowie Mu pozwalało, wiele czasu poświęcał sportowi samochodowemu. Brał udział w
Rajdach Polski, organizował rajdy samochodowe i motocyklowe na Pomorzu, był sędzią zawodów gokartowych, rajdów motocyklowych, jednym z założycieli Automobilklubu w Koszalinie, prowadził kursy na prawo jazdy. Przez kilka lat był chyba jedynym w Polsce lekarzem-kierownikiem Pow. Wydziału Komunikacji. Kiedy ze względu na stan zdrowia nie mógł już
czynnie uprawiać sportu samochodowego, został biegłym sądowym d/s wypadków drogowych.

Wieloletni radny, jak sam mówił o sobie "prezes bezpartyjnych", i ławnik. W latach sześćdziesiątych i początkach siedemdziesiątych działał w 17 różnych organizacjach społecznych i stowarzyszeniach. Działał (!), nie był figurantem. A przecież przez te wszystkie lata był poważnie
chory. Wreszcie organizm nie wytrzymał w 1974 r. w trakcie pracy w komisji d/s bezpieczeństwa drogowego, dopadł go zawał. Następne 10 lat to walka o przedłużenie życia i praca, praca, praca...

A jakim był człowiekiem, mężem, ojcem, dziadkiem? Zawsze uczciwy, opanowany, zadbany, zorganizowany, stanowczy, bardzo uczuciowy, z ogromnym poczuciem humoru-prawdziwy gentlemen. Jego dewizą było: "postępuj ZAWSZE tak (bez względu na okoliczności), żeby być w zgodzie ze swoim sumieniem". A było to sumienie bardzo wymagające i bezkompromisowe.

W stosunku do swoich bliskich był bardzo wymagający, natomiast pobłażliwy dla błędów i słabości ludzi obcych. Prawy i sprawiedliwy. Nigdy nie słyszałam, żeby podniósł głos, czy żeby przeklinał. Nie uznawał przemocy. Stosowanie kar cielesnych wobec dzieci uznawał za porażkę wychowawczą rodziców, poza tym uważał, ze nikt nie ma prawa poniżać w ten sposób i deptać godności innego człowieka. Był oparciem dla rodziny i przyjaciół. Odszedł. Zostały dyplomy, odznaczenia, ulica nazwana Jego imieniem i pamięć, moje wspomnienia szczęśliwego domu rodzinnego i ból, który wcale nie maleje wraz z upływem lat.

Hanna Sidorowicz (z domu Reiner)
("Gazeta Drawska" nr 4; grudzień 1996 r.; str. 5)

Czytań: 401
Trackback(0)
Komentarze (0)add
Napisz Komentarz
quote
bold
italicize
underline
strike
url
image
quote
quote
smile
wink
laugh
grin
angry
sad
shocked
cool
tongue
kiss
cry
smaller | bigger

busy
Zmieniony ( niedziela, 16 marzec 2008 )
 
dalej »
serwisy dsi

DRAWSKIE STRONY INTERNETOWE